O mnie
Najpierw był świat.
Zawsze chciałem napisać książkę. Pierwsza myśl, że naprawdę mogę to zrobić, zakiełkowała w 2017 roku. Rok później spisałem pierwszy plan wydarzeń — zaledwie kilka punktów. Do rozdziałów jednak nie usiadłem. Czułem, że zanim opowiem historię, muszę zbudować świat wystarczająco prawdziwy, by mogła się w nim zakorzenić.
Chyba bardziej kocham tworzyć światy i w nich znikać niż sam proces pisania. Manga i anime od zawsze były mi najbliższymi formami opowieści. Gdy rodzi się scena, nie widzę zdań. Widzę ruch postaci, jej wyraz twarzy i kroplę potu na czole. Słyszę jej myśli, czuję napięcie chwili. Lubię przeżywać swój świat we własnej głowie — ale chcę też opowiedzieć go tak, aby ktoś inny mógł zobaczyć go w swojej.
Jestem nieśmiały. Czasem myślę, że to, co tworzę — ten świat, książka, program — nie jest dość wartościowe. Chyba najbardziej boję się, że świat, który noszę w sobie, nie okaże się wart tego, by ktoś inny zechciał do niego wejść.
Przez lata ten świat rósł szybciej niż tekst. Powstawały dziesiątki dokumentów, obrazów i notatek bez organizacji. Często były to urwane zdania, skróty i pojedyncze hasła. Nie stanowiły historii, lecz kotwice dla pamięci: wystarczające, bym po jednym słowie odnalazł cały pomysł.
Pisanie zawsze było dla mnie trudne. Kiedy patrzyłem na własne zdania, widziałem przede wszystkim błędy. Jeśli zapiszę coś odręcznie, czasem tylko ja potrafię to później odczytać — głównie dlatego, że pamiętam, co chciałem napisać. Podejrzewam u siebie dysleksję, choć nigdy nie została zdiagnozowana. Polski nie ułatwia zadania. A jednak bardzo go lubię: za jego głębię, swobodę i za to, że zmiana kolejności słów potrafi zmienić ciężar całego zdania.
AI stało się dla mnie przełomem. Pomogło mi uporządkować myśli i nadać słowa scenom, które od lat widziałem w wyobraźni. Uważam je za wspaniałe narzędzie wspierające pisarza — ale nie za jego zastępstwo. Polecenie „napisz mi cały rozdział” może stworzyć poprawny tekst, lecz świat i bohaterowie tracą wtedy to nieuchwytne „coś”: intencję, doświadczenie i emocjonalny ślad człowieka, który naprawdę ma coś do opowiedzenia.
Z czasem zobaczyłem też ograniczenia AI. Wciąż powtarzałem te same czynności, a model zapominał, o czym wcześniej rozmawialiśmy. Moje notatki, obrazy i fragmenty świata nadal żyły w kilku różnych programach i serwisach. Marzyłem o jednym miejscu, które połączy je w całość i pomoże mi dostrzec relacje między nimi.
Gdzieś w 2023 roku zacząłem myśleć o własnym programie. Nigdy wcześniej nie programowałem i nie wiedziałem, jak się za to zabrać. Kombinowałem, zbierałem pomysły i obserwowałem, jak rozwiązania podobne do tych z mojej głowy zaczynają pojawiać się w innych narzędziach. W marcu 2026 roku AI stało się na tyle dobre, że mogło pomóc mi zbudować program, który dotąd istniał tylko w mojej wyobraźni. Tak powstał RaQuill. Miał być małym projektem dla zabawy. Urósł razem z moimi ambicjami.
Wierzę, że przyszłość AI dla twórców będzie lokalna i osobista: dane na własnym komputerze, modele trenowane na własnej twórczości. W tę stronę chcę prowadzić RaQuill — studio, które zna kontekst świata i wspiera autora, ale nie zabiera mu głosu.
Nie spodziewałem się, że tworzenie tego programu da mi tyle radości. A jednak było — i nadal jest — wspaniałą przygodą. RaQuill powstał, żebym mógł opowiedzieć jedną historię. Dziś rozwijam go, żeby inni mogli opowiadać własne.